Katty była zrozpaczona, nie przyszła do szkoły, nie dawała żadnego znaku życia, tylko od jej mamy dowiedziałam się, że chce być teraz sama , nie chce nikogo widywać . Postanowiłam pogadać z Zaynem. Chciałam znać cała prawdę. Pukam do jego drzwi, otwiera :
-Hej możemy porozmawiać ? -spytałam
-Jak nie chłopaki to ty, no ale dobra wejdź- powiedział
Usiedliśmy na kanapie...
-Katty,źle to zrozumiała,to była tylko fanka, poprosiła o autograf i zdjęcie. To co miałbym jej odmówić ? Próbowałem wszystkiego dzwoniłem około 1000 razy dziennie i tyle samo pisałem. Nie wiem,co zrobić ,moje życie się zawaliło,nawet nie wiesz jak ją kocham-mówił ze łzami w oczach
Zrobiło mi się go strasznie szkoda.
-Pomogę ci,tylko musisz się wziąć w garść
-Ok,postaram się,ale wątpię żeby mi się udało , nie wytrzymuje psychicznie
Przytuliłam go, chwilę pogadaliśmy i wróciłam do domu.
Był już wieczór,weszłam na Twitter'a i przeczytałam post,który bardzo mnie zaniepokoił :
"Boje życie straciło sens.
Więc po co żyć ?
Nie ma po co,po prostu nie ma.....
Kocham cię Katty "
Od razu zadzwoniłam do Niall'a,próbował się skontaktować z Zaynem,on jak i ja i pozostali . W końcu pojechaliśmy do niego. To co zastaliśmy,wydawało się jednym wielkim koszmarem.
Zayn leżał w łazience,stracił przytomność,a wokół niego,rozsypane lekarstwa.Próbowaliśmy ,nie ocknął się,robiliśmy,to co wiedzieliśmy i uznawaliśmy za słuszne. Liam zadzwonił po karetkę,ta przyjechała w ciągu 10 minut .Szybko go do niej wnieśli,zatrzasnęli drzwi, usłyszałam tylko od jednego z lekarzy :
-Wieziemy go do szpitala,oby nie było za późno
Zapłakana wtuliłam się w Niall'a, mu też łza kręciła się w oku.
-Wsiadajcie,jedziemy, nie ma po co tu tak stać - krzyknął Lou
Pojechaliśmy, na miejscu byli już państwo Malikowie. W pewnej chwili na korytarzu rozległo się głośne wołanie Katty :
-Gdzie Zayn ? Co z nim ?
-Jest pod dobrą opieką- uspokajał ją Harry
-To wszystko przez ciebie ! - mówiła zła i rozpłakana mama Zayn'a,która popatrzała ostrym spojrzeniem na byłą syna.
Znowu godziny pszesiedzone w szpitalu,dłużyły się,wydawało by się jak bym tam była wieczność,nienawidziłam tego miejsca i tych uczuć związanych z nim. Zmarła już tu jedna ważna mi osoba,gdy jeszcze stanie się to z drugą,to nie wiem co zrobię .Na razie próbuje o tym nie myśleć,chodź jest ciężko.Ta niepewność mnie wykańcza...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz